CAŁA PRAWDA O ROLI MĘŻCZYZN W MOIM ŻYCIU

Moim ulubionym zdaniem jest ” Nie toleruję zależności od mężczyzny” . I tego się trzymam. Po tym jak moja mama odeszła od taty byłyśmy zdane tylko na siebie. Właściwie to „ja” mogłam liczyć tylko na własną osobę. Mimo, że przez większość dzieciństwa wychowywała mnie prababcia, czułam się samotnie. Od 12 roku życia spadła na mnie duża ilość obowiązków domowych. Umiałam już dokładnie posprzątać cały dom, zrobić zakupy, pranie i obiad. A przede wszystkim potrafiłam świetnie zarządzać swoim czasem. Musiałam sama stawiać sobie granice i przyzwolenia.

Czy brakowało mi taty? Owszem, bardzo. Przede wszystkim na przedstawieniach w szkole, przy ciągnięciu sanek czy obronie przed starszymi kolegami. Ale lata mijały, a ja zaczęłam rozumieć, że mój tata był tylko dawcą plemnika (dziś dziękuje mu za to). Do 18 roku życia nie interesował się mną. Dopiero po długim liście, który w moim imieniu i bez mojej zgody napisała prababcia, odezwał się poprzez przekaz pieniężny (300 zł) z wiadomością „na sukienkę”. Nie kupiłam sukienki, pojechałam do Niego. Nie umiałam powiedzieć „tato”, nie wiedziałam kim tak naprawdę jest i jaką pełni funkcję w moim życiu.

Odkąd pamiętam zawsze miałam kolegów, tych trochę bliższych i tych dalszych. Świetnie dogadywałam się z facetami. Komunikacja z nimi była o wiele łatwiejsza i bardziej przejrzysta, niż z koleżankami. Zawsze też o dziwo mogłam na nich polegać. W wieku 16 lat pojawił się pierwszy „poważniejszy” chłopak, z którym dogadywałam się znakomicie. Nie pamiętam, żebyśmy się kłócili czy nudzili ze sobą. Było wręcz tak, jakby każdy sobie tego życzył. Ale prawda jest taka, że to jemu bardziej zależało na mnie, niż mi na Nim. Po niespełna roku serce zabiło dla innego. Tutaj role się odwróciły. Mi bardzo zależało, a on był skryty. Mimo wszystko związaliśmy się na kilkanaście lat. I te lata ukształtowały mój charakter. Musiałam stawiać czoła wielu wyzwaniom. Dziś wiem, że ten związek od samego początku nie miał racji bytu. On ciągle z kolegami, ja z małym dzieckiem w domu. On imprezował, ja musiałam szybko wejść w rolę matki, żony i kochanki. Kochałam go i walczyłam o nas, ale NAS od samego początku nie było. Były tylko słowa JA i TY albo MOJE i TWOJE. Nawet dzieci podzielił na moja córka i Twoja córka. Z dnia na dzień, z roku na rok traciłam nadzieję na wielką miłość.

Po 9 latach poznałam mężczyznę, który okazał się moją bratnią duszą. Dużo rozmawialiśmy, spędzaliśmy ze sobą każdą wolną chwilę. Byliśmy ja rodzeństwo. Rozumieliśmy się bez słów. Każdy kto na nas patrzył mógłby pomyśleć, że albo jesteśmy małżeństwem albo zgraną parą. Niestety on miał żonę, a ja byłam w związku. Czuliśmy, że coś nas do siebie przyciąga. Mimo, że ja nigdy się do tego nie przyznałam. Po tym jak oznajmił mi, że jest w stanie odejść od żony ja uzmysłowiłam sobie, że tak naprawdę jest mi bliski, ale jak przyjaciel. Nadal uwielbiam z nim żartować i rozmawiać, chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że gdybym tylko dała mu przyzwolenie w ciągu 5 sekund by mnie rozebrał. Wtedy doszło do mnie, że muszę walczyć o mój związek. Że się wypaliło, ale jeżeli nie podejmę żadnych kroków będę żałować, że odeszłam bez walki. Przez kilka kolejnych miesięcy było dobrze. Aż do momentu kiedy odkryłam, że jestem zdradzana. Akurat wtedy, kiedy miałam problemy ze zdrowiem, z pracą i moim tatą. Ja, czekająca na wynik biopsji, odwożąc swojego ojca na lotnisko stwierdziłam, że zajrzę na pocztę, do której znałam hasło. W tym samym czasie On w najlepsze wymieniał pikantną korespondencję z 19 latką. Jak lwica zaczęłam walczyć o swoją rodzinę. Dziś zadaje sobie pytanie: Po co? Chyba po to, żeby mieć spokojne sumienie. Wygrałam tą walkę. Kupiliśmy wspólne mieszkanie, po dwóch latach postanowiliśmy je sprzedać i wybudować dom. Już był projekt, plany wyposażenia, stworzenia piwnicy dla przyjaciół i znajomych, mojej własnej biblioteczki i biura. I właściwie ta budowa domu przyspieszyła moją decyzję o rozstaniu. W grudniu wiedziałam już jak zacznę Nowy Rok. Jako matka samotnie wychowująca dzieci. Bez własnego mieszkania i samochodu.

Przed świętami Bożego Narodzenia dowiedziałam się, że na początku stycznia czeka wyjazd służbowy za granicę. Rozmowa o rozstaniu musiała więc poczekać. Na wyjeździe poznałam mężczyznę, który niemalże od pierwszego spojrzenia stał się moim przyjacielem, mimo, że nie rozmawialiśmy zbyt wiele. Nie spędziliśmy też nawet chwili sam na sam. A jak już poprosił mnie o towarzyszenie podczas spaceru, na który chciałam się wybrać samotnie mój organizm odmówił posłuszeństwa i osunęłam się na jego ramionach. Obudziłam się po wylądowaniu w kraju. On siedział w innym rzędzie. Czułam, że moje serce chce do Niego, że nie chcę się z Nim rozstawać.

Po powrocie do domu postanowiłam od razu odbyć rozmowę o rozstaniu. Nie wiem czy wszyscy mężczyźni reagują w ten sposób, że nie chcą przyjąć do wiadomości tego, że kobieta ich nie kocha i dłużej nie wytrzyma życia w kłamstwie? Lżej jest im jeżeli wmówią sobie, że ich zdradziła? Tak było w moim przypadku. Mimo, że powiedziałam prawdziwą przyczynę rozstania, On wmówił wszystkim, że go zdradzałam. Nie próbowałam wyjaśniać ani się bronić. Stwierdziłam, że prawda wyjdzie na powierzchnię z czasem. I już zaczyna wychodzić.

Po przeżyciu trzydziestu kilku lat doszłam do wniosku, że mężczyźni odgrywają w moim życiu bardzo ważną rolę. Uświadamiają mnie w tym, że nie potrafię na nich polegać. Chcę im pokazać jaka jestem niezależna i jak zajebiście daję sobie radę ze wszystkim sama, a prawdą jest, że potrafię się rozkleić przy banalnej rzeczy, np. przy odkręceniu słoika czy dopompowaniu koła w samochodzie. Gdybym dała tacie szansę na poznanie mnie, nasze relacje mogłyby wyglądać inaczej. Gdybym otwarcie od samego początku mówiła o swoich obawach i uczuciach, a nie dusiła wszystko w sobie może wcześniej podjęłabym decyzję o rozstaniu, a może to mój partner by to zaproponował? Gdybym nie bała się zaryzykować, może byłabym w szczęśliwym związku? Gdybym nie bała się otworzyć swojego serca na mężczyznę mogłabym być szczęśliwa. Ale ja nie potrafię ani w pełni zaufać, ani w pełni pokochać ani w pełni się oddać. Czym to jest spowodowane? Myślę, że strach przed porzuceniem nie pozwala mi się zakochać. Podświadomie czuję, że to się nie uda. Że albo On zrezygnuje ze mnie, albo ja z Niego. Dzisiaj zadaje sobie pytanie: czy ja w ogóle potrafię kochać? Nie znam na nie odpowiedzi.

Jeśli nie potrafisz otworzyć swojego serca dla mężczyzny nie jesteś gotowa na poważny związek.

Jeżeli czujesz, że ognista miłość się wypaliła, nie licz na to, że ogień wznieci się sam. Miłość albo jest albo jej nie ma. Serce nie ma funkcji pauzy. Jest tylko start i stop.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: