Samotne matki z wyboru czy z konieczności?

Samotne matki były kiedyś postrzegane jako zło. Panna z dzieckiem była w rodzinie hańbą. Niedopuszczalna również była kontynuacja nauki przez kobiety przy nadziei. Przez te wszystkie lata określenie „panny z dzieckiem” zmieniło swoje znaczenie. Kobiety uchodzą za bardziej odpowiedzialne i silniejsze emocjonalnie istoty. Więź między kobietą, a dzieckiem była, jest i zawsze będzie najsilniejszą ze wszystkich. Jest to bezwarunkowe, czyste i niewytłumaczalnie silne uczucie, które rośnie w siłę każdego dnia i, które jest w stanie wybaczyć wiele złego. To dlatego po rozstaniu, po odrzuceniu czy po rozwodzie większość dzieci trafia pod opiekę matki. To naturalne zjawisko. Każda z kobiet chce stworzyć dla swojego dziecka pełny ciepła i miłości dom o standardowym modelu. Dlaczego więc niektóre matki decydują się na porzucenie tego modelu? Dlaczego narażają dzieci na funkcjonowanie w świecie o niepełnej strukturze skoro tak bardzo je kochają?

Nie wiem jak jest w innych rodzinach, ale moja była niepełna odkąd pamiętam. Rozwód rodziców nic nie zmienił. Nidy nie czułam bliskości taty. Mówią, że osoba z niepełnej rodziny nigdy nie stworzy domu pełnego miłości i będzie powielać błędy rodziców, ponieważ to wyniosła z domu. Tego jest nauczona. Porzucenie i samotność nie są jej obce. Ale czy każde dziecko prawnika zostaje prawnikiem? Albo czy dziecko urodzone w wielodzietnej rodzinie również zakłada taką rodzinę? Owszem, to gdzie i w jaki sposób się wychowujemy ma ogromne znaczenie na naszą przyszłość, ale są Ci, którzy się temu poddają i Ci, którzy z tym walczą i walkę wygrywają.

Mimo, że model mojej rodziny nie należał do standardowych ja od zawsze wiedziałam jaką rodzinę chcę mieć. Od zawsze też kochałam dzieci. Gdy się zakochałam wiedziałam, że z tym człowiekiem chcę spędzić resztę swoich dni. Nie przewidziałam tylko tego, że On nie będzie taki, jak w moich wyobrażeniach. Po 3 latach związku urodziła się nasza córka. Będąc w ciąży wiedziałam, że trudno będzie stworzyć z Nim pełną rodzinę. Mimo wszystko nie poddawałam się. Walczyłam o nas, bo było dla kogo. Z biegiem czasu oddalaliśmy się od siebie, a ja wciąż wierzyłam, że się zmieni. Minęło 5 lat i na świat przyszła druga córka. W drugi dzień po powrocie ze szpitala wydarzyło się coś, co zmieniło na zawsze moje uczucia to Niego. Wtedy po raz pierwszy przeszło mi przez myśl, że nie chcę spędzić z tym człowiekiem reszty swoich dni. Ale były dzieci. Dla nich starałam się to wszystko wytrzymać. Dla nich robiłam dobrą minę do złej gry. Nadal wierzyłam w to, że On mnie kocha. Bywały lepsze i gorsze dni, ale nigdy nie doczekałam się takiego, w którym On wniesie do życia naszych córek coś wartościowego, w którym weźmie je na kolana i przekaże ważną lekcję życia albo po prostu wesprze w odpowiedniej chwili. W tych ważnych i nawet nieważnych chwilach zawsze byłam ja, zdana tylko na siebie.

Po 16 latach związku doszłam do wniosku, że nie doczekam się Jego przemiany. Że dzieci będą szczęśliwe wszędzie, gdzie ja będę szczęśliwa. Pomyślałam, co będzie jak dzieci wyprowadzą się z domu? Jak będzie wyglądało moje życie? Miałam przed oczami obraz samotnej kobiety, która tęskni za swoimi dziećmi, martwi się o nie i nie może się przytulić do własnego partnera, ponieważ Jego nigdy nie ma w domu, ponieważ Jego nie interesują jej problemy, ponieważ On jej nie kocha i nie szanuje.

Zdobyłam się na odwagę tuż po Nowym Roku. Już w dniu wyprowadzki wiedziałam, że podjęłam prawidłową decyzję. Często chwila mówi nam o człowieku więcej, niż kilkanaście wspólnie spędzonych lat. Odeszłam, zostawiając wszystko na co wspólnie pracowaliśmy. Jedynym celem był spokój. Spokój mój i dzieci. W ciągu kilku miesięcy był tylko jeden dzień, w którym zastanowiłam się nad tym czy nie podjęłam decyzji zbyt szybko. Ale dobrzy ludzie uświadomili mnie, że tą decyzję podjęłam zbyt późno.

Nie jestem idealną matką, ale staram się jak mogę, żeby moje dzieci miały dach nad głową, prawidłowo się odżywiały i, żeby przede wszystkim były szczęśliwe. Rzadko też można usłyszeć w naszym domu krzyk. Wspieramy się, przytulamy, opiekujemy wzajemnie i mimo kłótni wiemy, że możemy na siebie liczyć. One wiedzą, że mama uchroni je przed każdym złem, a ja wiem, że będą mnie kochać do końca życia. Moja decyzja o samotnym wychowywaniu dzieci była z konieczności wyboru pomiędzy domem pełnym kłamstw i chłodu, a domem pełnym spokoju i miłości.

Bez różnicy czy jesteś samotną matką z wyboru czy z konieczności. Ważne, że wszystko co robisz, robisz dla swoich dzieci. I mimo, że jest NAM 5x trudniej i czujemy się czasami bezradne to chwila, w której Twoje dziecko przyjdzie i powie KOCHAM CIĘ MAMUSIU jest o 5x bardziej satysfakcjonująca, bo wiesz, że to tylko dzięki Tobie Twoje dziecko potrafi okazywać uczucia i nie musisz się tym z nikim dzielić.

Samotna matka to samodzielna matka, dla której nie ma rzeczy niemożliwych.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: