Wiem, szmat czasu mnie nie było, a tyle się po drodze wydarzyło.
Odrodzona po 6 latach postanowiłam wrócić. Silniejsza, mądrzejsza i starsza 🙂 .
Pamiętacie wpis o młodszym facecie? Pisałam, że jest bardzo uparty. Na tyle, że nie odpuścił, tak chodził, tak się starał, tak prosił, że wyprosił. Dziś jestem jego żoną! Wyobrażacie sobie? Jesteśmy 4 lata po ślubie, a żeby tego było mało….mamy 4 letnią córkę! Pierwsze miesiące były pełne wzajemnego zainteresowania, czułości, miłości i fantazji. 11 miesięcy od poznania okazało się, że jestem w ciąży. On był przeszczęśliwy, ja niestety płakałam z rozpaczy. Nie chciałam mieć więcej dzieci. Przez myśl przeszło mi usunięcie ciąży. Ale pomyślałam, że jest to może dar od Boga. Powoli zaczynałam się cieszyć kruszynką w brzuchu, marząc o tym, że tym razem będzie SYN. Urodziła się córka, ale najważniejsze dla mnie, że była zdrowa. Niestety niedługo po porodzie okazało się, że ma chore jelitka, jeździliśmy od lekarza do lekarza szukając przyczyny. Na szczęście po prawie roku poszukiwań, po pobycie w szpitalu, otrzymaliśmy diagnozę. Zespół wydłużonej esicy, który na szczęście jest uleczalny. Wraz z wzrostem dziecka wszystko się ustabilizuje. Teraz, gdy córka ma 4 lata faktycznie wszystko zaczyna się normować. Nie jest jeszcze do końca tak, jak powinno być, ale załatwianie się odbywa się bez krzyków i płaczu. Także sielanka trwa.
Aaaa, ja w międzyczasie zmieniłam pracę. Lubię to co robię i to najważniejsze. Ale zaczyna mnie męczyć myśl, że się poddałam. Zawsze chciałam “coś” osiągnąć w życiu, zrobić coś spektakularnego, ale otrzymałam kolejny cios od życia. W 2023 roku (2 lata temu) otrzymałam zmiatającą mnie z powierzchni Ziemii wiadomość “ma pani raczka”. Mówią, że w takim przypadku całe życie przelatuje Ci przez głowę w ciągu kilku sekund. A ja czułam pustkę, nie miałam w głowie nic poza tymi słowami “ma pani raczka”. Nie usłyszałam już dalszego monologu mojego lekarza. Wzięłam skierowania na dalsze badania i poszłam się rejestrować. Jak automat. Wybuchłam dopiero w samochodzie. Zaczęłam płakać i zadawać mężowi pytania: co tera będzie? Przecież nasza córka ma dopiero 2,5 roku, nawet nie będzie mnie pamiętać. A co ze starszymi córkami? Przecież to nastolatki, potrzebują mnie teraz bardziej, niż kiedykolwiek. Kto się nimi zajmie? Nie chce, żeby poszły do swojego taty! Po głowie krążyło mi setki, a może i tysiące myśli. Ale wszystkie wracały do słowa “rak”.
Wtedy pierwszy raz poczułam, że jednak muszę czasami polubić się z zależnością od mężczyzny.